ja jestem jedną z tych, która przywiązuje się do każdego miłego słowa. tą, która zawsze wszystko wyolbrzymia. zależy mi na innych o wiele bardziej, niż ja kiedykolwiek znaczyłam coś dla nich. robię sobie nadzieje, a potem płaczę. właśnie kończę zajęcia z onkologii. mimo tego ogromnego strachu lgnę do ludzi, pragnę ich obecności. a nadzieja? nadzieja w innych? nadzieja w wyzdrowienie? niektórzy mówią, że jest matką głupich. jednak moim zdaniem głupio jest jej nie mieć. czego najbardziej pragnę? nauczyć się mówić z wielką odwagą tak, jak myślę. inaczej samotność mnie pożre.
Ach... widzisz, mogłabym się właściwie pod całym tym tekstem podpisać. Znam ten stan, o którym piszesz. A tytuł? Idealne podsumowanie.
OdpowiedzUsuńWiem jednak, że tak nie może być zawsze. Ty też to pewnie wiesz. Ne możemy stać ciągle na tym rozdrożu dróg. Musimy wybrać. Inaczej wszystko przepadnie.
UsuńOczywiście.
UsuńZdaje się, że masz prawie taki sam szablon jak ja jeszcze parę dni temu... ;) Różnica taka, że obrazek wstawiłaś z drugiej strony ;)
OdpowiedzUsuń